MATEUSZ TRZMIEL

Ilustracja do artykułu MATEUSZ TRZMIEL.jpg

Dotychczasowy dorobek artystyczny, m.in.:

  • zrealizowane projekty teatralne: Wesele (Teatr Malabar Hotel 2012), Nieskończona historia (ATB, reż. M.  Żynel, 2013), Moliere. Z urojenia (spektakl zrealizowany w ramach projektu "Montownia Bis", Teatr Papahema, 2014), Dziady III (Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku, 2014);
  • nagrody: laureat konkursu teatralnego dla młodych twórców "Montownia Bis" (Teatr Montownia), nagroda MKiDN za osiągnięcia w twórczości artystycznej (rok akademicki 2014/2015);
  • udział w festiwalach: IX Podlaski Festiwal Nauki i Sztuki (2011, prezentacja etiud lalkowych), VI Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich w Białymstoku (2012, organizacja festiwalu), festiwal Stretnutie-Setkani-Spotkania-Talakozas w Nitrze (2012, prezentacja etiud lalkowych), Dni Teatru Na Mokotowie (2013, Teatr Druga Strefa w Warszawie, prezentacja spektaklu Wesele Teatru Malabar Hotel), XXI Olsztyńskie Spotkania Teatralne (2013 prezentacja spektaklu Wesele Teatru Malabar Hotel), Przegląd Małych Form Teatralnych (2013, Teatr Bez Rzędów w Krakowie, prezentacja spektaklu "D'lematt"), XI Podlaski Festiwal Nauki i Sztuki w Białymstoku (2013, prezentacja spektaklu "D'lematt"), X Międzynarodowe Spotkania Szkół Lalkarskich we Wrocławiu (2013, prezentacja spektaklu "D'lematt"), XX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek "Spotkania" (2013 Teatr Baj Pomorski, Toruń, prezentacja projektu "Newspaper show, czyli statek clownów"), 34. Warszawskie Spotkania Teatralne (Malabar Fest, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy 2014, prezentacja spektaklu "Wesele", Teatr Malabar Hotel), VII Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich Lalka-nie-lalka w Białymstoku (2014, prezentacja spektaklu "D'lematt" i "Moliere. Z urojenia").

Program stypendium

Program obejmuje przygotowanie spektaklu na podstawie dramatu G. Zapolskiej Ich czworo. Wnioskodawca będzie koordynatorem projektu oraz podejmie się wykreowania roli aktorskiej. Opiekę artystyczną nad projektem obejmie aktor i pedagog Akademii Teatralnej - Łukasz Lewandowski. Planowana inscenizacja zakłada udział 5 aktorów (studentów V roku Wydziału Sztuki Lalkarskiej ATB) oraz lalki - dziecka będącej równoprawnym bohaterem spektaklu. Ważnym elementem inscenizacji będzie muzyka. Kompozycje będą nawiązywać do skojarzeń dźwiękowych z dzieciństwa, pozostając w dialogu z główną osią spektaklu - dzieckiem. Wnioskodawca przewiduje eksploatację spektaklu w Białymstoku, kraju i za granicą.

Rezultaty – mierzalne:

  • wyprodukowanie spektaklu na podstawie dramatu Gabrieli Zapolskiej Ich czworo. Produkcja zasiliłaby repertuar Teatru Dramatycznego w Białymstoku, będąc jednocześnie idealnym materiałem do reprezentowania teatru podczas lokalnych, ogólnopolskich i międzynarodowych festiwali czy przeglądów.


Rezultaty - niemierzalne:

  • wzrost świadomości społecznej na temat kondycji dziecka we współczesnej rodzinie, a także stanu ludzkiej moralności,
  • uwrażliwienie na piękno kanonów polskiej literatury,
  • urozmaicenie życia kulturalnego Białegostoku, wpisując się idealnie w funkcję rozrywkową teatru,
  • spektakl, łączący teatr aktorski z językiem teatru lalek, stałby się ważnym głosem w popularyzacji tego gatunku, jednocześnie będąc wartościową propozycją z zakresu teatru lalek dla dorosłych, wzbogacając ten wąski nurt,
  • promocja studentów Akademii Teatralnej i białostockiego środowiska lalkarskiego, a w szczególności samego stypendysty.

 

O spektaklu:

(…) Ekstaza na rowerze, rozbisurmaniony lowelas, trzy kobiety, które chłoną każde jego gładkie słówko, zdradzany mąż. A w tym wszystkim – bezbronne dziecko, w które egoizm dorosłych uderza najbardziej. Ów przykry mechanizm bardzo ciekawie na scenie pokazuje Teatr Papahema w spektaklu „Moral insanity. Tragedia ludzi głupich”.

Chwała młodym aktorom niezależnym, że sięgają po sztuki już nieco – niesłusznie – zapomniane. Jakiś czas temu wyciągnęli z lamusa „Moliera z urojenia”, teraz – „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej. Kolejna grupa wywodząca się z białostockiej Akademii Teatralnej zaczyna mieć powoli pomysł na siebie i swój repertuar, a klasyka, nieco uwspółcześniona, ma w nim zielone światło. I dobrze.

Kiciąteczko, aniołek różany

Swój najnowszy spektakl (prezentowany gościnnie w Teatrze Dramatycznym w ramach sceny Pracoffnia) oparli na sztuce Zapolskiej, oczyścili ją nieco z językowych anachronizmów, trochę skrócili, sami wyreżyserowali. I choć w sumie pozostali wiernymi tekstowi sprzed stu lat – to spreparowali go – kostiumowo, scenograficznie – tak, że bardzo naturalnie wypada w czasach współczesnych, nie trąci myszką. Zaskakujące, jak nadal aktualnie wybrzmiewa temat opisany przez Zapolską. Zmieniają się teatralne stylizacje, konwencje, pomysły, ale trafnie podpatrzone i opisane ludzkie zachowania, jak widać – nie.

Oto mamy miłosny pięciokąt. Żona (Helena Radzikowska), mąż (Paweł Rutkowski), kochanek żony (Mateusz Trzmiel), przyjaciółka domu (Małgorzata Patryn), która miała kiedyś romans z kochankiem żony, a teraz, wskutek zdrady żony, postanawia łapać okazję i usidlić męża, wreszcie wdowa (Paulina Moś), wynajmująca stancję kochankowi i z tymże romansująca.

Poplątanie z pomieszaniem, ale pełne trafnych obserwacji socjologicznych. Żona mająca kompleks niższości, jako córka praczki, która wyszła za profesora i ciągle dowodząca mężowi, że „nie jest taka głupia jak on myśli”. Rozpuszczony przez kobiety i bawiący się nimi jak zabawkami Fedycki, picuś-glancuś, co to wywołuje w nich ekstazę tekstami w stylu: „Aniołek różany, fijołkami nadziany; kaczusia srebrna; laleczka cukrowa; kiciąteczko z aksamitnymi łapkami”. Na te kapiące od lukru teksty wszystkie łapią się jak jeden mąż, a sam mąż z kolei to cichy, choć czasem i złośliwy, osobnik, który zdradę żony przypłaca atakiem serca.

Całe to towarzystwo, jak słusznie zauważa w podtytule swej sztuki Zapolska „Tragedia ludzi głupich” – nosi w sobie większe lub mniejsze pokłady głupoty, ale też to głupota o rozmaitym kalibrze: wynikająca z naiwności, zagubienia, kompleksu, egzaltacji, jak też i podszyta cynizmem. Mieni się w przedstawieniu najróżniejszą paletą barw, może wywołać śmiech, smutek, obrzydzenie. Może też rezonować, bo niewykluczone, że wielu widzów w niektórych scenach tego spektaklu przejrzy się jak w lustrze.

Nie tylko czarna kreska

Papahema bardzo ciekawie wygrywa wszelkie niuanse, sprzężenia, cieniowanie emocji. Już pierwsza scena – ot, wydawałoby się zwykła codzienność, herbatka, uśmiechy, gładkie zdania, rozmowa małżeństwa przy stole – mimo pozoru spokojności i szczęśliwości jest pełna napięcia, aż iskrzy tu od ukrytej niechęci i złości. Jeszcze chwila i żółć się wylewa, wyłażą na wierzch zapiekłe żale, a wszystko to wsparte egzaltacją, histerią i melodramatycznymi gestami. I – przy przewrotnej i niepokojącej muzyce (Natasza Topor i Dariusz Chociej) zaczyna się równia pochyła.

W tym emocjonalnym kociokwiku z pogranicza groteski i tragifarsy – aktorzy odnajdują się bardzo ciekawie, grają ze sporym autentyzmem. Nawet ów melodramatyczny sztafaż, przypisany do tekstów Zapolskiej, w którym łatwo popaść w przesadę – w ich wykonaniu wypada bardzo naturalnie.

Co więcej – aktorzy starają się ze swoich postaci wydobyć coś jeszcze niż tylko ich paskudne zachowania. Wiele interpretacji „Ich czworga”, nawet bardzo ciekawie zagranych – wpada w pułapkę konwencjonalnego, jednowymiarowego podejścia do bohaterów, budowanych tylko czarną kreską. Tymczasem cała piątka z Papahemy próbuje bohaterów – może niekoniecznie bronić – co choć na chwilę wyposażyć w jakiś ludzki rys. Nawet jeśli Żona w finale całkowicie odstręcza, to w początkowych partiach tekstu wydaje się być inna, bardziej zagubiona, trochę smutna i samotna. Świetnie te niuanse, nieustannie się przeistaczając, pokazuje Helena Radzikowska. Delikatna, spokojna, za chwilę zawzięta, egoistyczna i paskudna. Bardzo dobra rola.

Nawet zdemoralizowany chłystek pokroju Fedyckiego (brawurowy Mateusz Trzmiel) ma momenty, w których przez jego najczystszej wody cynizm przeziera jakaś smutna niedojrzałość, zagubienie małego chłopca, któremu popsuła się zabawka.

Rower i erotyczne igraszki

Oboje znakomicie sobie poradzili ze słynną z Zapolskiej – i wcale niełatwą – sceną „ciumania”, groteskowym i żenującym kodem kochanków, pełnym popiskiwań, westchnień, żałosnych spieszczeń. W przypadku spektaklu Papahemy to nie tylko językowe lapsusy, ale i choreograficzne wolty – do miłosnej ekstazy, jak się okazuje, może dojść nawet na rowerze.

Papahema bawi się rekwizytem – fikuśny czerwony rower, na którym – wokół rodziny – kręci kółka Fedycki, jest nie tylko zręcznym przedłużeniem jego nerwowej postaci, ale też gadżetem do erotycznych igraszek czy gramofonem – przedmiotem istotnym dla części sztuki. Na malutkiej przestrzeni sceny kameralnej aktorzy potrafią upchać wszystko i stworzyć mikroświat: dom w pomniejszonej skali osadzony na czerwonej podłodze.

Nie umarł nikt?

W tym domu jest jednak ktoś jeszcze: milczące i bezbronne dziecko, które przygląda się tej żenującej paradzie i cierpi. W spektaklu Lilą jest lalka nieruchomo siedząca na krześle, o której Żona przypomina sobie dopiero, gdy może użyć jej jako oręża przeciwko mężowi. W momencie, gdy przyjaciółka domu, Mania, próbuje przekonać zdradzonego profesora, co powinien teraz zrobić – z boku rozgrywa się milcząca i wstrząsająca scena. Lalka (animowana przez pozostałych aktorów) nakłada sobie na głowę taką czapkę jaką miała Mania, potem szlafrok wdowy, wreszcie szalik ojca. Kręci kołem od roweru jak Fedycki, zwala filiżanki i zapala papierosa jak matka…

W kilka chwil widzimy, co dzieje się z dzieckiem, przeżywającym wszystkie te domowe historie na swój własny sposób. Chłonie wszystko całym sobą, nasiąka zjadliwą atmosferą, zaczyna odgrywać dorosłych, by jakoś z tym wszystkim sobie poradzić. Kim będzie po tym wszystkim?

Przejmująca i smutna scena. Tak jak i słowa: „Będziecie się śmiać. Na pozór nic, nie umarł nikt, a przecież z duszy mojej wyrwany szmat…(…)”

/ Monika Żmijewska, Gazeta Wyborcza Białystok, 2.02.2015 r., „Aniołek różany, fiołkami nadziany. Tragedia ludzi głupich”

Realizacja stypendium

Do góry